"Po powrocie Jezusa z krainy Gadareńczyków podeszli do Niego uczniowie
Jana i zapytali: Dlaczego my i faryzeusze dużo pościmy, Twoi zaś
uczniowie nie poszczą? Jezus im rzekł: Czy goście weselni mogą się
smucić, dopóki pan młody jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą
im pana młodego, a wtedy będą pościć."
Bardzo długo nie mogłam zrozumieć o czym tak dokładnie mówił Jezus.
Słowa docierały jakby przez mgłę.
Wiadomo stare nie łączy się z nowym, nowe wino do nowych bukłaków, stare do starych (jak jest w dalszym fragmencie tej Ewangelii).
Nowy Człowiek (ten nawrócony) ma nie wracać do starych przyzwyczajeń. itp itd.
Niby oczywiste, ale ciągle za zasłoną pozostawały słowa o panu młodym.
Jezus mówił o Sobie, ale o co Mu chodziło?
Gdzieś dzwoniło, ale nie wiadomo gdzie...
A dziś natchnienie. Prosta rzecz. Dla wielu pewnie oczywista. Dla mnie dopiero dziś.
Uczniowie Jezusa nie mieli powodu do postu. Po prostu! Jezus był z nimi. Żył, chodził, o Swojej śmierci dopiero mówił.
Uczniowie - goście weselni, nie mieli powodu do smutku. Bo jaki? Jezus - Pan Młody był z nimi.
Twoi zaś
uczniowie nie poszczą?
Tylko, że ja żyję już po Jego śmierci i po Jego Zmartwychwstaniu.
I zwyczajnie mówiąc mam powód do postu.
Owszem poszczę. Piątki bez mięsa. Środa Popielcowa i Wielki Piątek post ścisły...
A może coś więcej?
Ale po co więcej? To co trzeba wystarczy.
Tylko to jest minimum! Warto dać więcej od siebie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz